Serwis Informacjny Branży Turystycznej

więcej »

Trzeba mieć doświadczenie, odwagę, umieć podejmować decyzje i trochę szczęścia nie zaszkodzi!

Henryka Bochniarz, wiceprezydent Boeing Company International na Europę Środkową i Wschodnią wyznaje co należy zrobić, aby zostać wiceprezydentem wielkiej, amerykańskiej korporacji - Mieć doświadczenie, odwagę, umieć podejmować decyzje i trochę szczęścia nie zaszkodzi.

Na początku lat dziewięćdziesiątych, po powrocie ze stypendium w USA, Bochniarz dostała kilka propozycji pracy w zagranicznych koncernach, które wchodziły do Polski. Wyznaje -Byłam przekonana, że nie nadaję się do wielkiej organizacji, nie jestem w stanie wejść w ogromną strukturę z jej procedurami, mechanizmami i gorsetem, niepozwalającym na samodzielną działalność.

Właśnie dlatego stworzyła własną firmę i do tej pory uważa, że była to słuszna decyzja. Dodaje - Ale gdy kilka miesięcy temu zjawił się u mnie przedstawiciel Boeinga i powiedział, że chcieliby w Europie Środkowej i Wschodniej stworzyć biuro, zaczęło mnie to intrygować. Może spróbować czegoś nowego? Nie ukrywam też, że propozycja bardzo mi pochlebiła. Po pierwsze dlatego, że miałam kilkunastu rywali, a po drugie - w takiej korporacji liczy się wartość kandydata. Tam nie ma przypadków, nominacji partyjnych, preferencji dla kuzynów. Kiedy więc ostatecznie kilka tygodni temu dowiedziałam się, że właśnie mnie wybrano, miałam ogromną satysfakcję.

Boeing chce, aby Polska stała się najważniejszym krajem w regionie. Bochniarz wyjaśnia - Nie byłam przy podejmowaniu tej decyzji, ale trudno nie doceniać takiego rynku jak Polska, chociażby ze względu na jego wielkość i potencjał przemysłu lotniczego. Cieszę się, że Boeing uznał nas za ważny dla niego kraj.

Henryka Bochniarz w Ameryce będzie współpracowała ze spółkami wchodzącymi w skład Boeinga przy strategii biznesowej na rynku Europy Środkowej i Wschodniej. Natomiast w Europie do jej obowiązków będzie należała ocena regionu, kontakty z potencjalnymi dostawcami oraz szukanie możliwości uruchomienia produkcji. Bochniarz wyznaje - Muszę dostosować się do struktury stworzonej w Stanach, ale nie w sposób pasywny, tylko z zaznaczeniem naszego udziału we wspólnej strategii. Myślę, że wiele będzie zależało od tego, czy uda mi się znaleźć potencjalne możliwości zarówno jeśli chodzi o sprzedaż, produkcję, jak i transfer najnowocześniejszych technologii. Gdyby na przykład udało się wprowadzić polskie firmy w bardziej zaawansowaną współpracę, byłby to dla nas zastrzyk ogromnej wiedzy, nie mówiąc o kapitale.

Dodaje też - Będę musiała ostro konkurować z kolegami z innych krajów, starającymi się dowieść, że najlepsze warunki są akurat u nich. Większość produkcji Boeinga jest ulokowana w USA i tam przecież też są ludzie, którzy chcieliby tę produkcję utrzymać. Musimy mieć bardzo rzeczowe argumenty za inwestowaniem, lokowaniem produkcji podzespołów na naszych rynkach. Nie da się czegokolwiek załatwić polityką czy patriotycznymi hasłami.

Do najważniejszych argumentów Bochniarz zalicza tańszą produkcję oraz efektywność. Tłumaczy - Jeżeli potrafimy coś zrobić nie gorzej, a przy okazji i taniej, dla korporacji, która stale szuka możliwości obniżania kosztów, to poważny argument. Oczywiście ważna jest też organizacja produkcji, otwartość ludzi na zmiany, ale tutaj nie obawiam się konkurencji.

Inwestorzy zagraniczni w Polsce, którzy zostali zapytani, co w naszym kraju jest najlepsze, zgodnie odpowiedzieli, że ludzie. - Profesjonalistów z głową tak pełną pomysłów, jak w Polsce, trudno znaleźć gdzie indziej.

Bochniarz wyjaśnia też - W naszym regionie Boeing ma zróżnicowaną sytuację. Są kraje, gdzie jest silnie obecny, zarówno jeśli chodzi o samoloty pasażerskie i przemysł obronny, jak np. Słowacja i Czechy. Są jednak i takie, które są białymi plamami. Jednym z moich zadań będzie identyfikacja, na ile jest to potencjalnie interesujący rynek w zakresie sprzedaży i możliwości korporacyjnych.

Bochniarz zamierza rozpocząć swoją pracę od nauki. Zamierza zorientować się, jak może funkcjonować w Boeingu i jakie są oczekiwania. Chce również nawiązać kontakty i zorganizować biuro.

Henryka Bochniarz nie zamierza zrezygnować z pracy w Lewiatanie. Wyznaje - Mam nadzieję, że będzie można te dwie działalności łączyć, nie ma tu konfliktu interesów. Zresztą w maju przyszłego roku kończy się moja kadencja i nie zamierzałam jej przedłużać. Myślę, że osiem lat wystarczy.