Gdynia musi jeszcze poczekać na swoje lotnisko
Tematyka:
Gdynia, Babie Doły, lotnisko, port lotniczy, Kosakowo, Tadeusz Jarmuziewicz, prawo lotnicze, ustawa, PriceWaterHouseCoopers, Rębiechowo, Gdańsk, Agencja Mienia Wojskowego, Wojciech Szczurek, raport
Czy jest sens budować lotnisko w Babich Dołach?
Tadeusz Jarmuziewicz, wiceminister infrastruktury nie przywiózł do Gdyni zgody na powstanie tam lotniska cywilnego. Zapewnił tylko, że łatwiej będzie utworzyć je po nowelizacji prawa lotniczego oraz ustawy o gruntach zarządzanych przez Agencję Mienia Wojskowego.
W czwartek, 6 marca Tadeusz Jarmuziewicz przyjechał do Gdyni, aby obejrzeć lotnisko wojskowe Babie Doły, które za 100 mln zł władze Gdyni w 2012 roku chcą przekształcić w cywilny Port Lotniczy Gdynia-Kosakowo. W ministerstwie oczekuje na rozpatrzenie wniosek Gdyni i gminy Kosakowo o ustanowienie je podmiotami zarządzającymi przyszłym portem lotniczym. Jarmusiewicz na początku wyznał, że nie przywiózł ze sobą oczekiwanej przez Gdynię zgody, bo jest na to jeszcze za wcześnie. Wyznał - Chcę natomiast na własne oczy zobaczyć, o czym słyszałem i widziałem w sprawie gdyńskiego lotniska.
Jarmuziewicz przyznał też, że rozbudowa gdyńskiego lotniska jest nieunikniona. - Liczba pasażerów samolotów wciąż rośnie. Z zeszłym roku skoczyła z 15 do 19 mln. Nie można przegapić takiej koniunktury.
Wiceminister infrastruktury zapewnił, że powstanie Portu Lotniczego Gdynia - Kosakowo ułatwi przygotowywana nowelizacja ustawy o gruntach zarządzanych przez Agencję Mienia Wojskowego oraz prawa lotniczego. Podkreślił - W polskim prawie lotniczym nie funkcjonuje pojęcie hydroplanu, czyli samolotu potrafiącego startować i lądować na wodzie. W Polsce ten typ awiacji praktycznie nie istnieje. Tymczasem u naszych sąsiadów, w Skandynawii i Niemczech, jest popularny i powinniśmy nadrobić tę zaległość. Ze względu na swoje położenie, gdyńskie lotnisko byłoby pierwszym w Polsce, które mogłoby przyjmować także hydroplany.
Port lotniczy w Gdańsku przedstawił podsumowanie raportu przygotowanego przez firmę PriceWaterHouseCoopers, który dotyczy zasadności inwestowania w drugie lotnisko na Pomorzu. Wynika z niego, że gdyńskie lotnisko nie będzie dochodowe. Każdego roku Gdynia będzie musiała dopłacać do niego około 2 mln zł. Jednak dokument nie ukazuje jednoznacznie, że budowa portu cywilnego w Kosakowie jest pozbawiona sensu. Eksperci PwC uważają, że już w 2011 roku takie lotnisko byłoby przydatne dla Rębiechowa, gdyż mogłoby odciążyć gdański port od tzw. ruchu General Aviation, czyli prywatno-biznesowego. Raport podaje także, że podobna sytuacja, ale dotycząca lotów tanich linii lotniczych, będzie miała miejsce dopiero około roku 2018. Władze Rębiechowa przyznają, że gdyńskie lotnisko powinno właśnie w taki sposób się rozwijać.
Wojciech Szczurek, prezydent Gdyni deklaruje, że lotnisko w Babich Dołach nie będzie odbierało Gdańskowi przewoźników. Wyznał - Najpierw ruch biznesowy, czartery i cargo. Tanie linie lotnicze dopiero wtedy, gdy z punktu widzenia obu portów to miałoby sens. Szczurek chce, aby oba lotniska ze sobą współpracowały. Zaznacza - Musimy wypracować odpowiedni wariant. Być może udziały w gdyńskim porcie obejmie marszałek województwa oraz Gdańsk i Sopot, tak jak to jest w przypadku Rębiechowa. Wtedy oba lotniska miałyby tych samych właścicieli i razem dbalibyśmy, żeby nawzajem się uzupełniały bez szkody dla własnego rozwoju.